SZeŚĆ POWODÓW, ŻEBY
Wyrzucić Bążura z Warszawy
Wszystko wskazuje na to, że Dzień Dziecka 2025 okaże się kolejną przegraną najbardziej mdłej i nijakiej postaci w historii polskiej polityki od czasów… Chyba nawet najstarsi nie pamiętają, do kogo można by porównać Bążura Trzaskowskiego.
Nie to jest jednak kluczowe, ile razy Trzaskowski przegrał. Choć jest w tym pewna sprawiedliwość dziejowa, że nie da się w nieskończoność ciągnąć kariery za pomocą gołosłowia, sztucznych uśmiechów i absolutnego braku jakichkolwiek poglądów. Kluczowe jest to, że istnieje sześć powodów, dla których Trzaskowski powinien zniknąć z warszawskiego ratusza.
Pierwszy i najważniejszy powód jest taki, że Trzaskowski w ogóle nie zajmuje się Warszawą. Fakt, że może to i lepiej, słuchając jego ogólno-nijakich wypowiedzi, ale nie ma wątpliwości, że w ratuszu on tylko bywa. Całą władzę nad Warszawą Trzaskowski oddał w ręce Zarządu Destrukcji Miasta. Zwężenia ulic, likwidacja zatok autobusowych, likwidacja miejsc do parkowania, tworzenie skansenów z bruku zamiast normalnych ulic – to wszystko robota „państwa w państwie”, czyli ZDM. Przy czym to nie jest przejaw koncepcji Trzaskowskiego, tylko jego kompletnego braku zainteresowania Warszawą i warszawiakami.
Brak zainteresowania nie wynika tylko z lenistwa. To przede wszystkim brak wizji. Jeśli odrzucić bełkot o europejskich aspiracjach i bliżej nieokreślonej nowoczesności, to próżno szukać w wypowiedziach Trzaskowskiego jakiegokolwiek śladu przemyśleń, jaka Warszawa ma być. A wbrew pozorom w przypadku takiego miasta jak Warszawa bardzo łatwo ukryć takie braki. Bowiem bez względu na osobę prezydenta Warszawa jest najbogatszym miastem Polski i przyciąga duże pieniądze. To trochę temat samograj, bo można mieć zapewniony rozwód bez większego wysiłku. Ale to za mało. Warszawa jako stolica musi mieć konkretny plan rozwoju. A do tego potrzeba wizji, czyli czegoś, czego Trzaskowski nie miał, nie ma i nigdy mieć nie będzie.
Jedyne poza wyborami krajowymi, w co angażuje się Trzaskowski, to promocja ideologii LGBT. Oraz zwykłej seksualizacji dzieci, biorąc pod uwagę treści, jakie Trzaskowski promuje a klockowatym muzeum w centrum miasta. Na czas wyborów Prezydenta RP Trzaskowski schował tęczowych koleżków, ale nie ma wątpliwości, że kiedy pozostanie w ratuszu, wrócą parady równości oraz akcje usuwania krzyży z miejsc publicznych. To chyba jedyny akt wiary i jedyna wizja, jakie można przypisać Trzaskowskiemu. I aż chciałoby się wiedzieć skąd u niego to umiłowanie do seksualnych dewiacji.
Kładka nad Wisłą, którą trochę ludzi spaceruje, kiedy jest ciepło, a która stoi pusta przez trzy czwarte roku, kosztowała więcej niż jeden porządny prawdziwy most. Za dziesiątki milionów złotych dostaliśmy coś, co może ładnie wygląda na zdjęciach i pewnie spodoba się kilku turystom, ale nie rozwiązuje żadnego realnego problemu Warszawy. Ta kładka najlepiej symbolizuje Trzaskowskiego i jego agendę – droga znikąd donikąd, z jednej przerażającej pustki do nicości. Tyle że za nasze pieniądze, które można by wydać na cokolwiek pożytecznego.
Warszawa ma sporo nieruchomości „do wzięcia”, o czym najlepiej wie Gronkiewicz-Waltz. Ale i Trzaskowski nieźle sobie radzi w tej materii, o ile można tak powiedzieć. I chyba nie będzie zaskoczenia, jeśli wspomnimy o Marszałkowskiej 66. Kamienica, która przez lata niszczała, a remont rzekomo utrudniała obecność lokatorów, została wystawiona na sprzedaż po tym, jak Trzaskowski pozbył się mieszkańców, obiecując im powrót do kamienicy po remoncie. Cena za kamienicę jest bardzo niska. Ile jeszcze podobnych budynków Trzaskowski ma zamiar w ten sposób „uratować”?
I ostatnia rzecz. Trzaskowski przepala pieniądze na ideologię albo pseudo-renowacje (takie jak Marszałkowska 66 albo zabudowę ulic kostką granitową w miejsce normalnych chodników), ale nie ma ochoty (bo pieniądze by się znalazły) na oczyszczanie elewacji z bazgrołów lub przeciwdziałanie takiej dewastacji. W efekcie idąc ulicami Warszawy, człowiek potyka się o nierówny chodnik, a jego oczy katują bohomazy zaśmiecające kamienice. Wychodzi na to, że Bążur lubi brud i syf. Zupełnie jak w XVII wieku, kiedy moc francuskich perfum miała zabić odór niemytych ciał.
Jedyna wątpliwość jest taka, czy Trzaskowski jeszcze pamięta, że jest Prezydentem Warszawy. Jego zachowanie podczas tej kampanii oraz poprzedniej (tzn. kampanii w ramach wyborów Prezydenta RP) jednoznacznie wskazuje, że konieczność zajmowania się Warszawą urąga Trzaskowskiemu. To nawet nie jest kwestia tego, że jego to nudzi czy męczy, ani nawet tego, że Warszawa go nie obchodzi. Ewidentne jest to, że bycie prezydentem stolicy to dla Trzaskowskiego smutna konieczność, która jest po drodze do jego wymarzonej kariery – najpierw w Polsce w polityce krajowej, a potem na europejskich salonach. Przedłużająca się prezydentura Warszawy to dla Trzaskowskiego przykry obowiązek.
